Powstania Śląskie – dziedzictwo trudne czy niewygodne? Powstania Śląskie – dziedzictwo trudne czy niewygodne?

Lucjan Buchalik, Tomasz Górecki
Muzeum Miejskie w Żorach

O jakim trudnym dziedzictwie w przypadku Górnego Śląska może być mowa? Które z powyższych pojęć miałyby je dookreślać? Jakie grupy są jego depozytariuszami i kto wobec kogo znajduje się w opozycji w postrzeganiu tegoż dziedzictwa? Historia XX wieku do kilkusetletniego bagażu trudnego dziedzictwa na Górnym Śląsku dokłada  problem Powstań Śląskich i Plebiscytu, czas II wojny światowej, zaś współcześnie także kwestie związane z poczuciem odrębności etnicznej i narodowej Ślązaków, czy istnienia języka śląskiego. W niniejszym artykule przedstawimy problem Plebiscytu i Powstań Śląskich.


Plebiscyt 1921
Jednym z elementów trudnego dziedzictwa jest kwestia Powstań Śląskich i Plebiscytu (1919-1921). Oczywiście nie można w tym wypadku mówić o dziedzictwie „zapomnianym” lub „porzuconym”. Bardziej zasadne będzie tu użycie sformułowań typu dziedzictwo „kontestowane”, „kontrowersyjne” – lub też najbardziej chyba adekwatne – dziedzictwo „niewygodne”. Problem kontestacji dziedzictwa powstań, która wynikać ma z ich kontrowersyjnego przebiegu i skutków, pojawił się stosunkowo niedawno, w czasach III RP. Podnoszony jest przede wszystkim w środowiskach śląskich autonomistów, dla których powstania są przykładem wojny domowej, która podzieliła górnośląskie społeczeństwo z poduszczenia obu stron konfliktu tak polskiej jak i niemieckiej. Profesor Uniwersytetu Śląskiego, Ryszard Kaczmarek, nazywa ten konflikt wojną polsko-niemiecką. Znacznie wcześniej jednak, bo już w czasie dwudziestolecia międzywojennego okres Powstań Śląskich, zwłaszcza III Powstania i poprzedzającego go przegranego przez Polskę Plebiscytu,  stał się dziedzictwem „niewygodnym” dla strony polskiej. Przypomnijmy, że Plebiscyt przegrany został głównie za sprawą głosów tzw. emigrantów – osób, które urodziły się na Górnym Śląsku, ale od dawna mieszkały w innych, głównie zachodnich regionach ówczesnych Niemiec. Fatalny wynik Plebiscytu – według strony polskiej ponoć efekt fałszerstw – często był podnoszony i uważany za jedną z przyczyn wybuchu powstania. Natomiast bardzo często przemilczany był fakt, że na prawo do głosowania tzw. emigrantów nalegała właśnie strona polska. Podobna sytuacja miała miejsce w trakcie przegranego przez Polskę Plebiscytu na Warmii i Mazurach w 1920 r., za Polską głosowało 2,14%, za Prusami Wschodnimi 97,86%. Przed  plebiscytem do południowej części Prus Wschodnich przyjechało z zachodnich Niemiec ponad 120 tys. migrantów urodzonych na terenie plebiscytowym. Stanowili oni około 30% wyborców. Mazurzy, którzy od lat 60. XIX w. wyjeżdżali masowo w poszukiwaniu pracy do zachodnich części Niemiec (głównie Zagłębie Ruhry), asymilowali się z kulturą niemiecką, przesiąkali nowoczesnymi ideami nacjonalistycznymi. „Mazurzy mieli nikłe poczucie związków z polskością”. Jak pisze R. Traba „Nieprawdą jest, że stało się tak wbrew delegacji polskiej w Paryżu. Ignacy Paderewski i wielu innych przedstawicieli Polski widziało w tym szansę, dając się tym samym uwieść złudzeniu, że mówiący polskim dialektem Mazurzy są w gruncie rzeczy Polakami. Na nic zdał się głos sprzeciwu przybyłej do Paryża delegacji Mazurów z Bogumiłem Linką i Fryderykiem Leykiem na czele”. Dlaczego popełniono tak fatalny błąd? Można to tłumaczyć naiwnym przekonaniem, że język i zwyczaje stanowią o przynależności narodowej. Pogląd taki wywodzi się być może jeszcze z romantyzmu, niewiele ma jednak wspólnego z rzeczywistością. Już w końcu XIX wieku francuski naukowiec Ernst Renan ostrzegał przed zbyt daleko idącymi uproszczeniami w rozumieniu pojęcia naród. Poczucie przynależności do narodu nie jest statyczne, nie określa go wyłącznie język i inne „obiektywne kryteria”. Egzystencja narodu to codzienny nieustający plebiscyt.

Pamiontka ślubno. Panna młoda ubrana na czarno, co może świadczyć o tym, że pochodziła ze wsi – w czarną jaklę z białym kołnierzykiem – z wiankiem na głowie. Na kobiety ubrane po chłopsku mówiono chłopionki.  MŻo/1087

III Powstanie Śląskie 1921
III Powstanie zakończyło się politycznym sukcesem, dziwić może słaba świadomość tego faktu poza granicami Górnego Śląska. Znacznie bardziej znane są zakończone klęską Powstanie Listopadowe czy też Styczniowe i przede wszystkim Powstanie Warszawskie. Z kolei Powstanie Wielkopolskie, które toczyło się w tym samym okresie polskich dziejów co Powstania Śląskie, czasem określane jest jako „jedyne polskie powstanie zakończone sukcesem”. Tymczasem zarówno powstanie w Wielkopolsce jak i III Powstanie na Górnym Śląsku były najlepiej przygotowanymi i zakończonymi sukcesem – zrywami narodowowyzwoleńczymi. W walkach powstańczych, oprócz rodowitych mieszkańców Górnego Śląska (jak chociażby pułki żorski, rybnicki czy wodzisławski) brali udział także ochotnicy z Polski i regularne oddziały Wojska Polskiego ubrane w cywilne stroje. Były  nawet oddziały Ukraińców z byłej armii Petlury. Wojska powstańcze zostały zaopatrzone przez stronę polską w artylerię, samochody i pociągi pancerne. Było to znaczące wsparcie ze strony rządu polskiego, podobnie jak przekazanie kilkudziesięciu tysięcy karabinów i prawie 4 milionów sztuk amunicji do tejże broni. Zaangażowanie Wojska Polskiego w konflikt na Górnym Śląsku doskonale ilustruje przypadek Włodzimierza Abłamowicza, który po mistyfikacji dezercji jego oddziału z WP wziął udział w walkach. Jego wspomnienia pokazują mechanizm przechodzenia polskich oddziałów pod dowództwo armii powstańczej: „Na apel Dowództwa Powstania (płk Maciej Mielżyński) na Śląsku z początkiem maja 1921 roku, samorzutnie wraz z załogą [pociągu pancernego] i ochotnikami z Krakowa skoczyliśmy do Powstania w nocy z 8/9 maja 1921 roku. […] W międzyczasie z rozkazu NDWP w Warszawie zostałem aresztowany i oddany sądowi wojskowemu w Krakowie za samowolne przejście do Powstania na Śląsku, lecz po kilku dniach zatrzymania mnie w Krakowie, pod pseudonimem „Tatar” za cichą zgodą gen. Stanisława Szeptyckiego, wobec ciężkich walk pod Górą św. Anny i strat także w moim Dywizjonie, na gorącą i usilną prośbę wysłanników z Dywizjonu pancernego powróciłem do Dywizjonu i dowodziłem nim do zawieszenia broni na froncie”.
Strategiczne wysadzenie mostów na Odrze w chwili wybuchu powstania, co zatrzymało niemieckie posiłki, przeprowadziła grupa dywersyjna zorganizowana przez Oddział II Sztabu Generalnego WP. Zarówno w okresie międzywojnia, jak i po drugiej wojnie światowej podkreślany był jednak przede wszystkim ludowy charakter powstań, udział nieumundurowanych śląskich  robotników, oderwanych od swej codziennej pracy w kopalni czy hucie,  którym brakowało broni i amunicji, zaś polska pomoc ograniczać się miała głównie do grup ochotników, którzy przyłączali się do powstania wbrew oficjalnemu stanowisku Warszawy. Podobna sytuacja była po stronie niemieckiej. W walkach brała udział niemiecka Samoobrona (Selbstschutz, znana także pod skrótem SSOS). Oficjalnie podkreślano jej oddolny, plebejski charakter. W rzeczywistości o jej powstaniu i dowództwie zadecydowała Reichswehra. W obawie o oskarżenia Rzeszy, że prowadzi walki na terenie plebiscytowym, zabroniono noszenia jednolitego umundurowania. „Z tego kamuflażu mającego ukryć wojskowy charakter Samoobrony uczyniono potem legendę o walkach niemieckich cywilów na powstańczym froncie, …”. Istotną częścią niemieckiej Samoobrony były oddziały Freikorpsów, ochotniczych oddziałów paramilitarnych, formalnie nie wchodzących w skład Reichswehry, lecz mniej lub bardziej formalnie przez niemiecką armię utrzymywanych i wyposażanych. Oddziały te zostały przetransportowane w czasie powstania na Śląsk z głębi Niemiec, za pieniądze przekazane przez rząd niemiecki. W tej sytuacji można odnieść wrażenie, że armie dwóch sąsiednich państw postanowiły stoczyć wojnę w cywilnych ubraniach na spornym terenie.
W istocie powstanie nie powiodłoby się nie tylko bez wyszkolonych ochotników, wyższych oficerów, którzy objęli militarne dowództwo powstania, ale przede wszystkim bez dostaw amunicji i uzbrojenia oraz zaplecza sanitarnego i logistycznego, które zostało zorganizowane po polskiej stronie granicy. Ujawnienie jednak tak dużego zaangażowania ze strony Polski stałoby w sprzeczności z oficjalnie deklarowaną wtedy chęcią dotrzymania międzynarodowych zobowiązań. Oficjalna narracja mówiąca o oddolnym spontanicznym, plebejskim zrywie zbrojnym śląskiego ludu utrzymywała się także w deklaracjach oficjalnych władz przez całe dwudziestolecie. Między innymi po to, by nie dawać stronie niemieckiej pretekstu do podważenia konwencji górnośląskiej. Z kolei środowiska weteranów powstań skupionych wokół Wojciecha Korfantego, a więc opozycyjnych wobec obozu sanacji, nie tylko powtarzały tę narrację, ale na pierwszy plan wysuwały wszelkie oficjalne deklaracje rządu, które odcinały się od powstania. W ten sposób zabiegi polityczne i propagandowe, które miały zabezpieczyć Warszawę przed oskarżeniami o agresję na forum międzynarodowym, stały się częścią „powstańczej mitologii”, kultywowanej także w czasach PRL.
 

Blaszany pojemnik na chleb, na Śląsku nazywany brotbiksa. Napis na pokrywce: Unser Taglich Brot Gib Uns Heute! głosił: Chleba powszedniego daj nam dzisiaj! MŻo/1026

Przywrócić, oswoić, zaakceptować …
Zdając sobie sprawę z faktu, że Polacy nie mają świadomości odmiennych dziejów Górnego Śląska i zakorzenionych wśród publiczności muzealnej stereotypów na ten temat, Muzeum Miejskie w Żorach stara się zmienić sposób postrzegania górnośląskiego dziedzictwa w taki sposób, by przynajmniej przestało być „dziedzictwem nieakceptowalnym”, „niepożądanym” lub co gorsza „zapomnianym”. Muzea mają niewątpliwy atut, jakim jest możliwość przedstawienia, w ramach swej działalności wystawienniczej, obiektów, które przez sam fakt swej obecności na ekspozycji powodują, że to „niepożądane” dziedzictwo znów wraca na światło dzienne. Co oczywiste jednak, nowym ekspozycjom towarzyszyć musi nie tylko naukowy opis, który rzadko dociera do szerokiej publiczności, ale i powszechna działalność edukacyjna.
Po raz pierwszy z problemem dziedzictwa „zapomnianego” nasze Muzeum spróbowało się zmierzyć w 2010 r. przy okazji obchodów rocznicy zwycięstwa nad Krzyżakami. Znacznie poważniejszym jednak przedsięwzięciem muzealnym, w ramach którego znalazła się także (bo nie tylko) tematyka trudnego dziedzictwa, stała się wystawa Nasza tożsamość, nagrodzona w konkursie na Muzealne Wydarzenie Roku „Sybilla” za rok 2017. Zgromadzone tam obiekty to nie tylko eksponaty o charakterze etnograficznym, ilustrujące codzienne życie mieszkańców. Na ekspozycji znalazły się też eksponaty – świadkowie historii, które nie tylko dokumentują same z siebie wszelakie aspekty śląskiego dziedzictwa, ale są także punktem do kolejnych, szerszych działań edukacyjnych. Jedyny zachowany obraz śląskiego działacza społecznego Jana Gajdy (sygnatura MŻo/S/90), który zmarł w Żorach, stał się punktem wyjścia do omówienia prób tworzenia śląskiej tożsamości narodowej. Zachowane relacje prasowe z niemieckiej gazety wychodzącej w Żorach przed stu laty wykorzystane zostały do przedstawienia niemieckiego punktu widzenia na powstania, zaś powstańczy karabin stał się punktem wyjścia do opowieści o wyborach, przed którymi w 1921 r. stanął jego konkretny użytkownik. W oficjalnej historiografii dominują dwa ujęcia, polski lub niemiecki punkt widzenia, nie mówi się o tym, jaki był stosunek rodowitych Ślązaków do tych wydarzeń. Mentalność autochtona poddawanego wpływom niemieckim czy też polskim doskonale ilustruje historia karabinu z okresu Powstań Śląskich. Na wystawie Nasza tożsamość znajduje się karabin Mauser wzór 1898 (sygnatura MŻo/1490) z 1916 r., przekazany w darze od rodziny osoby biorącej udział w jednym z powstań. Właściciel tego karabinu poszedł do powstania, zaś po powrocie otrzymał list z Westfalii i nie bacząc na swój udział w walkach z Niemcami pojechał tam do pracy. W przekazie ustnym była mowa o jego rozczarowaniu powstaniem, był oburzony zachowaniem niektórych powstańców. Nie potrafiliśmy zweryfikować niektórych fragmentów narracji, którą przekazali nam darczyńcy tegoż karabinu. Nie był on wyjątkiem – powstańcy walczący przeciwko Niemcom potem wyjeżdżali do Niemiec. Pracownicy muzeum w Rybniku, kiedy jeden z autorów tego tekstu odbywał tam praktykę w 1982 r., opowiadali o powstańcach, którzy w latach 70. XX w. – w ramach łączenia rodzin – wyjeżdżali z PRL-u do Niemiec zachodnich (wtedy używano skrótu NRF). Niektórzy przed wyjazdem oddawali do muzeum swoje powstańcze legitymacje i mówili: „nie o taką Polskę walczyliśmy”. Z tamtych też czasów pochodzi – krążący po Górnym Śląsku – dowcip o Pomniku Powstańców Śląskich znajdującym się w Katowicach. Przyjezdny z Polski pyta mieszkańca Katowic, „co symbolizują te trzy skrzydła na pomniku”. „Trzy skrzydła symbolizują trzy powstania śląskie”. „Ale gdzie są powstańcy” – pyta przyjezdny. „Aaaa, oni som w NRF-iu” – odpowiada Ślązak.

 

Emaliowana mydelniczka z otworem do przymocowywania do ściany. MŻo/691

Widz, przychodząc do muzeum, posiada pewien zasób wiedzy, wywodzący się z kultury pamięci „rozumianej jako system pamięci zbiorowej danego społeczeństwa. (…) O ile bowiem historia stanowi zamkniętą strukturę, o tyle pamięć jest otwarta zarówno dla jednostek, jak i zbiorowości”. Odwiedzający muzea posiadają system wyobrażeń o historii, rzeczywistości a nie ugruntowaną, opartą o badania naukowe wiedzę. Naszą „wiedzę”, wyobrażenie o historii kształtuje łańcuch złożony z ogniw pamięci i niepamięci. Te ostatnie możemy podzielić na zapomniane, bo były niewygodne i zapomniane z przyczyn obiektywnych. Profesor Jacek Purchla na I Kongresie Muzealników postawił pytanie: „Jak wobec tych zjawisk zachowuje się dzisiejszy świat muzeów?”. Uważa, że muzea dobrze wypełniają swoją rolę, „wyprzedzają main stream myślenia o dziedzictwie kulturowym … stały się one nawet katalizatorami zmiany dotychczasowego stylu zarządzania dziedzictwem”. Działania naszego Muzeum wpisują się w tę wizję, realizując swoją misję „Poznawanie świata zaczyna się w muzeum”. Ten świat jest przecież wszędzie wokół nas.


Bibliografia:
Anders P., Powstanie wielkopolskie. Miejsca pamięci narodowej, Poznań 1988.
b.a., Korespondent „Sohrauer Stadtblattu” o sobie, „Gazeta Żorska”, Żory 1937, nr 1.
Buchalik L., Tożsamość Ślōnzoka, The Identity of a Ślōnzok, [w:] Buchalik L., Struczyk J., Podyma K.(red.) Nasza Tożsamość. Kolekcja Działu Historii i Kultury Regionu Muzeum Miejskiego w Żorach, Our Identity. Collection of the Regional History and Culture Department of the Municipal Museum in  Żory, Żory 2017.
Buchalik L., J. Struczyk, K. Podyma (red.) Nasza Tożsamość. Kolekcja Działu Historii i Kultury Regionu Muzeum Miejskiego w Żorach, Our Identity. Collection of the Regional History and Culture Department of the Municipal Museum in  Żory, Żory 2017.
Czekanowski J., Dziennik podróży afrykańskiej, Warszawa 2014.
Czekanowski J., W głąb lasów Aruwimi. Dziennik wyprawy do Afryki Środkowej, Wrocław 1958.
Górecki T., Miasto w stanie oblężenia, [w:] Buchalik L.  (red.), Kalendarz Żorski 2020, Żory 2019.
Kaczmarek R., Powstania Śląskie 1919-1920-1921. Nieznana wojna Polsko-Niemiecka, Kraków 2019.
Knyżewski J., Plebiscyt na Mazurach w ełckiej miniperspektywie, „Mówią Wieki”, Warszawa 2020, nr 7, s.11-15.
Kwiatkowski M., 15 rocznica III powstania ludu śląskiego, „Sztandar Polski i Gazeta Rybnicka”, Rybnik 1936, nr 51.
Owsianowska S., M. Banaszkiewicz, Trudne dziedzictwo a turystyka. O dysonansie dziedzictwa kulturowego, „Turystyka kulturowa. Czasopismo naukowe”, Poznań 2015, nr 11, ss. 6-24.
Planta J., Karabin niemiecki Gewehr 98, [w:] M. Fic, R. Kaczmarek (red.), Słownik Powstań Śląskich, t. 1, Katowice 2019.
Purchla J., Muzea a zarządzanie dziedzictwem, [w:] M. Niezabitowski (red.), I Kongres Muzealników Polskich, Warszawa, 2015.
Traba R., Po co pamiętać o klęskach, „Mówią Wieki”, Warszawa 2020, nr 7, s. 7-10.
Wroński J., Grześkowiak G., Czerwiński W., Powstaniec Śląski. Barwa i znak, Świętochłowice, 2016.
Wrzosek M., Trzecie powstanie śląskie, Warszawa 1969.
Zarzycka Z., Polskie działania specjalne na Górnym Śląsku 1919–1921, Warszawa 1989.

Strony internetowe:
https://polskatimes.pl/iii-powstanie-slaskie-zryw-narodowy-czy-wojna-domowa/ar/112050 (2.05.2009), dostęp 19.03.2020.
dlibra.bg.ajd.czest.pl.[dostęp 2020-08-28] Mieczysław Starczewski: Płk dypl. Tadeusz Puszczyński współtwórca działań specjalnych (dywersji pozafrontowej) w Polsce w okresie międzywojennym.

Zdj. arch. Fundacja Sztuka