Ciche spokojne miasteczko

Panorama z lat I wojny światowej. Widok z dachu szpitala. Z lewej u dołu: ochronka dla dzieci, powyżej: budynek kuźni rodziny Palowskich. Z prawej u dołu: kaplica św. Jana Niepomucena, za nią: plac  świński rynek(opis na podst.: Żory światłem malowane, Żory 2017, wydawca: Towarzystwo Miłośników Miasta Żory, Drukarnia Oldprint).

 

Żory w stanie oblężenia
Tomasz Górecki

 

Żyjemy w cichym, spokojnym miasteczku, bo pilnują nas kawalerzyści rotmistrza Poela – w sierpniu 1919 roku zapewniał na łamach swojej gazety „Sohrauer Stadtblatt”, redaktor Paul Hunold.
   

O tym co działo się w Żorach w trakcie I powstania śląskiego  w publikacjach na temat powstań śląskich pisze się bardzo mało lub zgoła nic. Nie dość, że samo  powstanie, z racji swego krótkiego przebiegu i nieprzygotowania, pozostaje w cieniu pozostałych, to przy jego opisie autorzy publikacji z reguły koncentrują się na opisach tych miejscowości, w których faktycznie toczyły się walki, pomijając sytuację w innych miejscach. Tymczasem zarówno stan oblężenia wprowadzony przez niemieckie władze jako odpowiedź na strajk generalny po masakrze w kopalni „Mysłowice”, jak i walki powstańcze, miały wpływ na życie mieszkańców całego Górnego Śląska.  Z drugiej strony, cały czas trwało normalne życie i mieszkańcy borykali się z codziennymi kłopotami.

Szczegółowych informacji na temat Żor w tamtym czasie dostarcza nam wychodząca już wtedy w Żorach od 41 lat „Sohrauer Stadtblatt”, miejska gazeta wydawana wówczas dwa razy w tygodniu przez Paula Hunolda. Z racji cyklu wydawniczego, pierwszy numer, który wyszedł w czasie powstania, pochodzi z 20 sierpnia, kiedy walki trwały już od trzech dni. Trzeba przyznać, że redaktor starał się do ostatniej chwili uaktualniać informacje i dzięki temu żorzanie mieli dość dokładne informacje na temat „próby puczu polskich band”, jak w tytule artykułu nazwał powstanie Paul Hunold.

 

Z gazety dowiedzieć się można zatem o walkach w kilkunastu, szczegółowo wymienianych miejscowościach, często ze szczegółowym przebiegiem wydarzeń i stratami w ludziach po obu stronach.

 

Najdokładniej opisane są walki, które 18 sierpnia 1919 roku toczyły się po sąsiedzku, bo w Gotartowicach i Ligocie Rybnickiej. Z innych relacji wiadomo, że oddział powstańczy złożony z mieszkańców Gotartowic, Boguszowic, Chwałowic i Kłokocinia zajął dwór w Gotartowicach. Oddajmy jednak głos dziennikarzowi „Sohrauer Stadtblatt”:

„[…] Z Gotartowic nadeszła informacja, że banda około 60 ludzi przygotowuje się do puczu. Wysłany tam natychmiast, na rozkaz rotmistrza Poela,  oddział strzelców [konnych] został ostrzelany przez bandę ogniem z karabinów. Oddział odpowiedział tym samym i po krótkiej potyczce [przeciwnik] rozproszył się pod Ligotą. Po stronie bandy było 5 zabitych i 4 rannych, 17 bandytów zostało wziętych do niewoli. Nasz Grenzschutz nie poniósł żadnych strat. O godzinie 11 przed południem oddział kawalerii z 2 karabinami maszynowymi  wyruszył [z Żor]  do Kłokocinia, gdzie także zgromadziła się banda, która wcześniej napadła na miejscową leśniczówkę i zrabowała broń leśniczemu Scheinertowi. Dowódcą bandy w oficerskim mundurze był osławiony Hugo Hettman z Kłokocinia, który już od wielu miesięcy był poszukiwany przez władze wojskowe za różne przestępstwa. W wsi oddział nie musiał interweniować, wysłał zatem patrol, który w lesie koło Klokocinia zatrzymał Hettmana wraz z dwoma wspólnikami. Hettman początkowo chciał się bronić, ale kiedy zobaczył, że to daremne, uniósł ręce do góry i się poddał. Wraz z jednym ze swych towarzyszy został odprowadzony do żorskiego więzienia sądowego, drugi zdołał uciec. Także w Szczejkowicach przygotowano obławę przeciwko bandom. […]” *

W kolejnych wiadomościach gazeta informuje o zamachu bombowym na gospodę Dembina w Pawłowicach i napadach rabunkowych w Pielgrzymowicach i Baranowicach. Te ostatnie dwa przypadki raczej nie miały nic wspólnego z akcją powstańczą, jednak dla Paula Hunolda nie stanowiło to różnicy.

Życie w mieście toczyło się jednak w miarę normalnie, mimo dochodzących zewsząd dramatycznych informacji. Na czwartek wieczór 19 sierpnia zwołano, po długiej przerwie, posiedzenie rady miasta. Miejskie władze zajmowały się w tym czasie m.in. zaopatrzeniem ludności w żywność, której wiele rodzajów było reglamentowanych.  Margaryna sprzedawana była w porcjach po 100 gramów. Tylko dla osób chorych wydzielano po 125 gramów czekolady (w sklepie kupca Knescha). Każdy żorzanin mógł też w cenie 8 marek i 75 fenigów za funt wykupić po 200 gramów słoniny. Ci żorzanie, którzy chcieli zapomnieć o codziennych troskach mogli albo pójść na operetkę: „U brata w porządku”, graną w sali teatralnej u Brolla przez aktorów z Wrocławia albo pójść na mecz piłki nożnej, który w celach charytatywnych rozgrywały między sobą pierwsza i druga drużyna klubu piłkarskiego FK 1914 „Preusen” Sohrau. Po drodze na stadion można też było zrobić dobry uczynek i rozejrzeć się za złotym medalionem z błękitnymi kamieniami, który nieszczęśliwej właścicielce zginął niedaleko kościoła.

W kolejnych wydaniach „Sohrauer Stadtblatt” z 23 i 27 sierpnia znaleźć można szczegółowe informacje na temat walk powstańczych zarówno w dużych miastach, jak i w powiecie pszczyńskim i rybnickim.


Kilka razy wspomina się w nich o użyciu pociągów pancernych do odparcia nie tylko powstańczych,  ale i ataków regularnego Wojska Polskiego, które prowadziło ogień przez granicę.


Pisze się w nich również o sytuacji w Żorach, w jednym z wcześniejszych wydań określonych jako „małe spokojne miasteczko”, gdzie tym razem, czyli  22 sierpnia, odnotowuje się „idylliczny wieczór i spokojną noc” (oryg. Idyllische Abend und Nachtruhe). Zaraz jednak dodaje się, że taka sytuacja była możliwa tylko dzięki temu, że porządku w mieście przez cały czas pilnuje wspomniany już wyżej oddział kawalerii – prawdopodobnie część 11 pułku strzelców konnych (Jäger-Regiment zu Pferde Nr. 11), stacjonującego przed wojną w Tarnowskich Górach. Oddział ten został podporządkowany tzw. Grenzschutz–division, w której skład weszła 117 dywizja piechoty i inne jednostki armii niemieckiej, stacjonujące pod koniec 1918 roku na Górnym Śląsku. Od lutego 1919 roku, pod dowództwem rotmistrza Poela (niestety nie udało się ustalić jego imienia), grupa kawalerzystów wzmocniona cyklistami  (oddział żołnierzy na rowerach z 6 batalionu cyklistów z Bytomia) stacjonowała w dawnych koszarach ułańskich (dziś budynki należące do Banku Spółdzielczego, Muzeum Miejskiego w Żorach i Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Żorach, przy ul. Męczenników Oświęcimskich).

Wróćmy jednak do informacji z „Sohrauer Stadtblatt”: „Nadzwyczajne czasy wymagają nadzwyczajnych działań”, tak skomentował Paul Hunold w swym artykule z 23 sierpnia obowiązujące od kilku dni zasady stanu wojennego. Od razu zaznaczył jednak, że nie jest on „skierowany przeciwko nieuzbrojonym, pokojowo nastawionym obywatelom”, lecz przeciwko „aktom przestępczości” (oryg. Verbrechertums), by przywrócić na Górnym Śląsku porządek.


Nie wszyscy żorzanie i mieszkańcy okolicznych miejscowości mieli takie samo, co Paul Hunold, zdanie na temat „porządku”.


Po rewizjach w Kłokociniu i Roju, za przechowywanie broni  zatrzymanych zostało 10 osób. W samych Żorach, w wyniku takiego przeszukania zatrzymano Józefa Wyrobka, który, jak pisze redaktor Hunold, „był zamieszany w polski pucz 22 lutego [1919 r.] i od tego czasu poszukiwany” (chodziło o wywołanie awantury i bójki na niemieckim zebraniu w  Żorach – wyroki skazujące odsiadywali za to inni polscy działacze: Bonifacy Bałdyk i Julian Samulowski). Paul Hunold nie wiedział, że Józef Wyrobek był w Żorach szefem Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska. Jego zatrzymanie mogło być jedną z przyczyn tego, że w mieście nie doszło wtedy do antyniemieckich wystąpień. W  numerze z 27 sierpnia, redaktor Hunold przyznaje jednak, że nawet „ciche spokojne Żory” przybrały „wojenny” wygląd. Relacjonuje, że dwukrotnie nad miastem przelatywały trzy wojskowe dwupłatowce (zapewne Albatrosy ze 127 eskadry z Pszczyny lub 129 eskadry z Gliwic), a przez żorski  rynek przejechał samochód pancerny. Wspomina też, że w mieście zatrzymało się auto amerykańskiej misji wojskowej z majorem na czele, który interesował się przebiegiem wydarzeń poprzednich dni.

Obok tych wypadków, normalne życie w mieście toczyło się dalej. Urząd Stanu Cywilnego poinformował o tragicznej „fali zgonów”, która przetoczyła się przez miasto 15 sierpnia – tego dnia zmarło bowiem aż pięć osób w wieku od noworodka, który przeżył zaledwie pół godziny, aż po 58-letnią Jadwigę Musioł, żonę właściciela młyna. Burmistrz Reiche szukał chętnego do pracy w charakterze nocnego woźnego w magistracie.  Gmina ewangelicka zapraszała na mszę, Małgorzata Hoffman prowadziła prywatne przedszkole, zaś szczęśliwi nowożeńcy Falkus (Karol i Ida z domu Kling) na łamach prasy dziękowali wszystkim za życzenia… .

Winieta gazety „Sohrauer Stadtblatt” wychodzącej w Żorach w latach 18791940. W 1919 ukazywała się  dwa razy w tygodniu, w środy i niedziele, egzemplarz kosztował 1 markę i 50 fenigów. Wydawcą był Paul Hunold, właściciel drukarni miejskiej (opis na podst. Leksykon Żorski, Żory 2010. Wydawca: Muzeum Miejskie w Żorach, Towarzystwo Miłośników Miasta Żory).

 

* w tłum. własnym autora art.

 

Bibliografia:

Jan Delowicz: Żołnierze III Powstania Śląskiego, Żory 2011; Goniewcz A.; Powstania Śląskie 1919. 1920. 1921. Przewodnik po miejscowościach, Katowice 2001;

Ryszard Kaczmarek: Powstania Śląskie 1919-1920-1921. Nieznana wojna polsko–niemiecka, Kraków 2019;

Sohrauer Stadtblatt nr 67-69, Sohrau 1919.