Historie w tle

Jak pan Samulowski się kulom (powstańczym) nie kłaniał

Tomasz Górecki

Niekiedy nie da się opowiedzieć o historycznym zdarzeniu, zachowując pełną powagę. Mimo tego, że jego bohaterowie byli śmiertelnie poważni, a cała rzecz mogła skończyć się tragicznie… Ale do rzeczy.

Jest wieczór 7 czerwca 1921 roku. Po żorskim rynku przechadzają się uzbrojone patrole. Od przeszło miesiąca trwa III powstanie śląskie, od samego początku władzę w mieście sprawują powstańcy. Obowiązuje prawo stanu wyjątkowego: O 19.30 zamykane są gospody, w których sprzedawać można jedynie piwo, zakazane są wszelkie mocniejsze alkohole. Bez zgody powstańczych władz nie wolno organizować zgromadzeń. Obowiązuje godzina policyjna. Od 20.00 do 6.00 po ulicach mogą poruszać się tylko ci, którzy są do tego upoważnieni: wojsko powstańcze, żandarmeria, cywile, którzy posiadają specjalne przepustki. Za opór wobec powstańczej władzy można trafić pod sąd polowy, którego ekspozytura zresztą znajduje się w Żorach.

Po rynku chodzą zatem powstańcze patrole. Jeden z nich był jednoosobowy: powstaniec Paweł Hałacz pilnował wlotu ulicy Rybnickiej na Rynek. Wtem „o godzinie 10 minut 10 wieczorem” (jak napisano w sporządzonym w Komendzie Placu protokole) od strony Rybnika wjechała na Rynek furmanka. Zgodnie z regulaminem powstaniec Hałacz okrzyknął pojazd:

- Stój, kto jedzie?

Zrobił to nawet trzykrotnie, jednak zamiast zgodnej z regulaminem odpowiedzi, po której można byłoby wymienić obowiązujące na dany dzień hasło i odzew, ewentualnie sprawdzić dokumenty, usłyszał jedynie od woźnicy, który właśnie zszedł z wozu:

- Ja z bolszewikami nie mam nic do czynienia!

Jak się okazało, w ten zupełnie pozbawiony respektu i szacunku dla przedstawiciela powstańczej władzy sposób, odezwał się Julian Samulowski, znany w mieście dyrygent i muzyk, przede wszystkim jednak znany działacz narodowy, który w czasie kampanii plebiscytowej był kapelmistrzem orkiestry zorganizowanej przez Polski Komitet Plebiscytowy, która grała na wiecach i uroczystościach mających zachęcić do głosowania za Polską. Pan Samulowski znany był z porywczości. Dwa lata wcześniej, wraz ze swym szwagrem Bonifacym Bałdykiem i Józefem Wyrobkiem, wtargnął w Żorach na zebranie niemieckiej organizacji Verband Schutze Oberschlesiens. Po bójce, która się wtedy wywiązała, Julian Samulowski, trafił na kilka miesięcy do więzienia.  

Julian Samulowski, 1925

Gertruda, żona Juliana Samulowskiego, 1917. Żródło: Irena Maćkowiak „Żorzanie w starej fotografii 18891960”

Jak się okazało w czerwcowy wieczór, krewki kapelmistrz umiał „napyskować” także przedstawicielowi powstańczej władzy. Napyskował, po czym… zamierzał po prostu pójść do swego domu. Powstaniec Paweł Hałacz, obrażony wyzwaniem od „bolszewika” postanowił jednak zachować się zgodnie z regulaminem służby wartowniczej, zarepetował swojego mauzera i oddał strzał ostrzegawczy. Po czym strzelił drugi raz. I trzeci… Na szczęście dla Juliana Samulowskiego wszystkie strzały oddał w powietrze. Groźba postrzału nie przeraziła jednak dyrygenta. Miast się zatrzymać, pobiegł w kierunku Komendy Placu mieszczącej się w magistracie, minął kolejny powstańczy posterunek („Posterunek Szmidt i Nowak mówili, aby stanął (…)”) wbiegł do środka i zamknął się w pomieszczeniu służbowym kurierów. Do pertraktacji przystąpił wtedy starszy żandarm [prawdopodobnie Ślosarek], który mówił Samulowskiemu, aby ten jednak otworzył drzwi. „Na drugie wezwanie żandarma pan Samulowski otworzył drzwi i mówił do posterunków: ten [Hałacz] jest bolszewik i Hanslik. Oni są burzycielami miasta” – możemy przeczytać w protokole zajścia.

Gertruda, żona Juliana Samulowskiego, 1914. Źródło: Irena Maćkowiak „Żorzanie w starej fotografii 18891960”

W tym momencie na miejscu pojawił się porucznik Czarniecki, który poprosił Juliana Samulowskiego do kancelarii Komendy Placu. Ponieważ to on jest podpisany pod protokołem, czas oddać mu głos: „Pan Samulowski w stanie podnieconym i zdenerwowanym mówił: boleję nad taką Polską, ja się powieszę, to bolszewicy, wymieniając nazwiska Hałacza i Hanslika. Porucznik Czarniecki stara się uspokoić pana Samulowskiego i odprowadzić do domu. Lecz pan Samulowski poszedł sam do domu, mówiąc: Ja pójdę sam, a jeśli kto mnie zatrzyma, to jutro zburzy się całe miasto. I wyszedł z kancelarii”. Po wyjściu z budynku okazało się , że czeka tam na niego jego żona Gertruda, która dowiedziawszy się w międzyczasie o zajściu, postanowiła także interweniować. „Obydwoje poszli w stronę jego domu”, odnotował z niekłamaną ulgą porucznik Czarnecki w ostatnim zdaniu protokołu zajścia.

Dokument ten, znajdujący się w zbiorze I.130.73.15 Centralnego Archiwum Wojskowego, zawierającym cześć akt Komendy Placu Żory, jest interesujący dla miłośnika historii tego miasta nie tylko z powodu opisu humorystycznego w sumie wydarzenia (które jednak mogło skończyć się tragicznie, gdyby powstaniec Hałacz strzelał nie tylko w powietrze). Można z tego dokumentu dowiedzieć się kilku rzeczy. Przede wszystkim protokół potwierdza, to co można o Julianie Samulowskim przeczytać w publikowanych w żorskich wydawnictwach notkach biograficznych. Istotnie był na tyle znanym w Żorach działaczem zaangażowanym w sprawę przyłączenia Górnego Śląska do Polski, że nikt  z przedstawicieli żorskich władz powstańczych nie próbował przedstawić mu zarzutu stawiania oporu władzy, za co powinno się trafić pod sąd polowy i być sądzonym z paragrafów 110-112 niemieckiego kodeksu karnego, który był stosowany przez powstańcze sądy. Mimo tego, że zlekceważył fakt obowiązującej godziny policyjnej, nie zatrzymał się na wezwanie posterunku i znieważył przedstawicieli władzy powstańczej i to nie tylko szeregowego powstańca Pawła Hałacza, lecz także Pawła Hanslika, ówczesnego zastępcę Rady Obywatelskiej w Żorach a wcześniej aktywnego działacza plebiscytowego. Niestety nie znamy powodu takiego zachowania Juliana Samulowskiego. Czy poszło o jakiś spór polityczny? Czy o sposób zarządzania miastem przez powstańczą administrację? Czy może był to jakiś konflikt osobisty? Po stu latach ciężko to będzie wyjaśnić. Z drugiej strony, z protokołu pośrednio wynika, czego Julian Samulowski w trakcie III powstania nie robił. A mianowicie nie pełnił żadnej ważniejszej funkcji cywilnej, która pozwalałaby mu na poruszanie się po terenie miasta w trakcie godziny policyjnej. W takim przypadku bowiem na wezwanie do zatrzymania się okazałby właściwą przepustkę (chyba, że tak był uprzedzony do powstańca Hałacza, że zamiast okazania dokumentów postanowił mu naubliżać… ). Nie był też żołnierzem powstańczej armii (wtedy, za takie złamanie przepisów, zostałby pociągnięty do odpowiedzialności niezależnie od wcześniejszych zasług). Jak rozumieć zatem powtarzaną ciągle w biogramach Juliana Samulowskiego informację (enigmatyczną niestety) o jego „czynnym udziale w III powstaniu śląskim?” Może po prostu w dalszym ciągu prowadził w mieście, podobnie jak w okresie kampanii plebiscytowej, orkiestrę, która grała teraz w trakcie powstańczych defilad na żorskim rynku? W byciu dyrygentem powstańczej orkiestry nie ma nic ujmującego wręcz przeciwnie, orkiestra dyrygowana przez człowieka o dużym talencie muzycznym, a takim Julian Samulowski dysponował, niewątpliwie była ozdobą każdej uroczystości w maju i czerwcu 1921 roku.

Czytając protokół z zajścia 7 czerwca 1921 roku, dowiedzieć się można także, że został on „spisany na żądanie p. Komisarza Bałdyka”. Skądinąd wiadomo, że Bonifacy Bałdyk prywatnie był żonaty z siostrą Gertrudy Samulowskiej, jednak bardziej istotnym jest tu nazwa pełnionej przez pana Bonifacego Bałdyka w trakcie powstania funkcji. W opublikowanych do tej pory biografiach Bonifacego Bałdyka, działacza plebiscytowego, późniejszego posła do Sejmu Śląskiego i Sejmu II RP, przeczytać można jedynie, iż w trakcie powstania organizował dla powstańców żywność i środki medyczne. Tymczasem od 21 maja 1921 roku pełnił on funkcję komisarza obwodu nr VII w powiecie rybnickim, czyli był cywilnym przedstawicielem powstańczej władzy. Porucznik Czarniecki w protokole nie pisze o tym dokładnie, informację o nominacji Bonifacego Bałdyka można znaleźć z kolei w aktach CAW I.130.3.76. Jeśli pojawia się, po raz kolejny zresztą, nazwisko porucznika Czarnieckiego, którego na próżno szukać w dotychczasowych informacjach na temat III powstania w Żorach, warto oczywiście zadać sobie pytanie, kim był porucznik Czarniecki i co robił w naszym mieście? O tym już jednak w odrębnym artykule.

Powstaniec na warcie.